KOKOworld | Starowiślna 19, Kraków www.kokoworld.pl map Facebook

KOKOworld

Jedni pakują plecak i wyruszają w podróż swojego życia, inni w domowym zaciszu czytają z zapartym tchem reportaże z końca świata. Wszystkich ich łączy wyobraźnia, ciekawość i pasja. Trzy tematy dzięki którym powstała marka KOKOworld.

Mamy wyobraźnię, dzięki której nasze projekty łączą rękodzielników z Afryki, Ameryki Południowej, Północnej Azji i Polski.
Jesteśmy ciekawe ludzi, ich tradycji, upodobań i historii.
Pasja pozwala nam ciągle szukać nowych dróg, daje energię by realizować projekty, który kiedyś wydawały się niemożliwe.

Dlatego pakujemy plecak i ruszamy w poszukiwaniu oryginalnych materiałów, zdolnych rękodzielników, lokalnych przedsiębiorstw, w które tchniemy nowe życie, a wieczorami otwieramy książkę po nowe źródło inspiracji.
We wszystkie nasze produkty wkładamy serce .

recommend

Rozmowa z Agatą Kurek, właścicielką KOKOworld.

Skąd w Tobie pasja do podróżowania?
Była we mnie od zawsze, od dziecka. Dopiero po latach zrozumiałam, że to musiało być gdzieś głęboko we mnie skoro już jako mała dziewczynka miałam „reisefieber” czytając "W pustyni i w puszczy", a do gazetki w podstawówce pisałam o piramidach i liniach z Nazca. Pasja do innych kultur, języków obcych, podróży i chęć poznawania "Innego" zawsze we mnie były. Tylko że jako dziecko jeszcze nie wiedziałam, że mogę z tej wewnętrznej siły i pasji uczynić jakiś pożytek. 

Wszystkie piękne ubrania, które możemy znaleźć w butiku, są projektowane przez Ciebie?
W butiku KOKO mamy wiele różnych kolekcji. Posiadamy kolekcje szyte z materiałów, które przywożę z Afryki Zachodniej, jak np. projekty zatytułowane "African Waxes" czy też piękne sindbady z bawełny ręcznie tkanej w Senegalu. W tym przypadku bazujemy na materiałach z Afryki, a projektujemy razem z moją współpracowniczką Eweliną. Zdarza się też, że podczas podróży widzę piękne projekty lokalnych krawców i jeżeli mam przeczucie, że te produkty spodobają się Europejkom to staram się nawiązać współpracę i wtedy zamawiam wybrane produkty. Zawsze kiedy tylko mogę zlecić pracę rękodzielnikom na miejscu, to to robię. Pozostałe produkty to przeróżne projekty przywożone przeze mnie z różnych organizacji typu Fair Trade lub zamawiane bezpośrednio u rękodzielników, których miałam okazję poznać na swojej drodze. Chętnie też współpracujemy ze zdolnymi artystami i rękodzielnikami w Polsce np. Manifesto, Maruna, Fiu Fiu, Kokaya i Pani Emilia Obłońska, z którymi to wyczarowujemy cudne produkty.

Z jakich krajów pochodzą partnerzy, z którymi współpracujesz? I jak ich szukasz?
Z bardzo wielu. Od Ameryki Łacińskiej po Azję - Kolumbia, Peru, Kostaryka, Gwatemala, Gambia, Senegal, Kenia (niedługo), Wyspy Zielonego Przylądka, Tajlandia, Indonezja (czekamy na piękne ręcznie tkane materiały), Birma, Nepal, Indie. Jak ich szukam? Zazwyczaj kupuję bilet i lecę, a następnie chodzę po targach rzemiosła, odwiedzam wioski Fair Trade, drobnych rzemieślników i krawców, piszę do ludzi, którzy tam mieszkają na stałe i mogą być moimi przewodnikami. Za każdym razem jest to inna historia, często przypadkowa. Z chęcią też współpracujemy z naszymi Ambasadorami na miejscu, którzy pomagają nam wyszukiwać zdolnych i chętnych do współpracy rękodzielników.

Pracowałaś wcześniej w korporacji, co skłoniło Cię do zmiany i założenia własnego biznesu?
W korporacji każda minuta przed komputerem była wiecznością. Miałam poczucie niewiarygodnie marnotrawionego czasu i życia, a mój mózg nie był w stanie ani na chwilę skupić się na tych „procesach”, których trzeba było się nauczyć. W głowie miałam obrazy z Peru, kiedy to kręciłyśmy z Salezjanami filmy i pomagałyśmy dzieciakom na pustyni, a przede mną była szarość boxów i cały dzień "Ctrl C Ctrl V". Tu nie było się nad czym zastanawiać. To była kwestia życia i śmierci. Pukałam do wielu drzwi szukając ciekawszej pracy, gdzie mogłabym wykorzystać swoje doświadczenie i języki, jednak wszystkie drzwi się zatrzasnęły. Wtedy pomyślałam: - „Nie chcecie mnie? To zrobię po swojemu!” Za wszystkie pieniądze jakie miałam kupiłam bilet do Mali, wróciłam, rzuciłam korporacje i w kilka tygodni po powrocie otworzyłam butik w Krakowie przy ul. Starowiślnej.

Jesteś kobietą biznesu, matką i podróżniczką. Jak udaje Ci się to wszystko pogodzić?
Przyznam, że jest to największe wyzwanie. Codziennie uczę się tego jak zarządzać firmą i nie zapomnieć, że mam jeszcze życie prywatne, jak spać spokojnie i nie śnić o nowych produktach albo o ciężkich klientach. Jest to wyzwanie, ale wierzę, że wszystko się da, zwłaszcza kiedy się ma tak wspaniały zespół współpracowników! Ale kiedy moja córka opowiada nieznajomemu panu kierowcy autobusu, że na wakacjach małpy skakały nam po dachu i widziała koliberka i tukana (na którego mówiła najpierw "putan") to myślę, że jestem na dobrej drodze :-).