DKF KOGUCIK | Cieszyńska 24, Bielsko-Biała www.dkf.bielsko.biala.pl map

DKF KOGUCIK

Kogut z kolorowym pióropuszem ogona i dumnie sterczącym, czerwonym grzebieniem. "Herbowy" znak najstarszego na podbeskidziu Dyskusyjnego Klubu Filmowego - "Kogucik".

Zaczęło się to wszystko - jak zwykle w Polsce bywa - od grupy zapaleńców, którzy na "dziewiczej", beskidzkiej ziemi uparli się szerzyć kulturę filmową.
Pierwsze seanse filmowe, pierwsze wystawy, pierwsze filmowe seminaria. Widzowie bielscy walili drzwiami i oknami. Hej! Łza się w oku kręci naq wspomnienie czasu, kiedy to na karnet upoważniający do uczestnictwa w seansach filmowych czekało się w "zapisach". Na liście już wtedy po trzy, cztery miesiące. Szlachetnym snobizmem było: być członkiem DKF KOGUCIK. Niezapomniane, jakże burzliwe dyskusje po filmie, których rej wodził niezapomniany Zdzisław Maria Okuliar. "Młodość musi się wyszumieć". Szumieliśmy więc walcząc o podniesienie kultury filmowej widza, o ciekawy repertuar. Przewijali się przez salę kina "Rialto" (niezmiennie od lat, w każdy wtorek o 19.30) znani reżyserzy, aktorzy i krytycy filmowi. Ach gdzież są niegdysiejsze śniegi...?!

Po młodości "dumnej i chmurnej" nadeszły lata dojrzałe. Zmieniali się widzowie, repertuar, zmieniali prezesi. Nie wymieniam nazwisk - chodzi przecież o rzecz nadrzędną, o placówkę kulturalną, która mimo przeciwności losu, mimo niezmiennej niechęci administracji - istnieje nieprzerwanie ponad ćwierć wieku. Godzi się jednak wymienić jedno nazwisko - nieodżałowanej pamięci Władysława Nechrebeckiego, który pracę zawodową w Studiu Filmów Rysunkowych łączył z autentyczną pasją społecznika, prezesując przez szereg lat naszemu klubowi. Chylę z szacunkiem głowę prze pamięcią o tym wspaniałym człowieku.
Po latach tłustych nastąpiły niestety lata chude. Telewizja zabrała nam widzów, odeszli ludzie skruszeni łatwiejszą, bardziej atrakcyjną rozrywką. Pozostała garstka najwierniejszych... Rozpoczęła się walka o przetrwanie jako że nigdy nie posiadaliśmy możnych sponsorów. Od początku samowystarczalni finansowo, nierzadko dopłacając do "interesu" z własnej kieszeni jakoś przebrnęliśmy przez najgorszy okres. Widzowie zaczeli wracać do kina. A może raczej wyrosło nowe pokolenie kinomanów, którym nie wystarczył mały ekran, których urzekł specyficzny klimat sali kinowej i magiczna siła "migających obrazków". często, stojąc przed zapełnioną - choć nie w 100% - widzami salą, zadaję sobie pytanie: czego oczekując ode mnie? suchych faktów, anegdoty, opinii? Czy raczej moich prywatnych refleksji na temat wyświetlanego filmu? Napewno - poprawnej polszczyzny, prelekcji wypowiedzianej ze swadą, z wiarą w wypowiedziane słowa. A jeśli brawa są żywsze niż wynikałoby to ze zdawkowej grzeczności - wiem, że działalność nasza ma sens. Skromniejsze nam dziś przyświecają cele. W dobie telewizji, powszechnego dostępu do publikacji filmowych (chociaż wciąż ich za mało), szeregu opracowań krytycznych w tygodnikach branżowych i kulturalnych, w dobie festiwali, przeglądów, konfrontacji itp. - chciwelibybyśmy, by widz nasz wychodząc z kina zadumał się nad oglądanym filmem. Jeśli to nastąpi - cel nasz zostanie osiągnięty.

Andrzej Dutka

Tekst zaczerpniety z archiwum DKF KOGUCIK. Lata 80-te

recommend